[5] INVADERS MUST DIE... and died

Mam ostatni album The Prodigy.
Szczerze, nie zachywicił mnie. Wcale. Rave to już nie to, co wzbudza ciarki na moich plecach. Pamiętam jak zarzekałem się przed moją rodziną, że do końca życia będę słuchał tej muzyki, ale nie. Już styka.
Tak się dzieje z każdym gatunkiem muzycznym.

Są kawałki, których słuchając aż sztywnieją wszystkie mięśnie mojego chudego ciała. Najczęściej to rap, polski rap, bo rapu słuchałem z taśm leżąc w szpitalach, w kółko do wyczerpania się baterii w łokmenie, albo te kawałki, które kojarzą mi się z konkretnymi osobami, zdarzeniami.
Prawie zawsze czegoś słuchałem.
Pamiętam kablówkę u babci... ale to była zajawka Ameryką. 

:)

A teraz słuchając zip składu uśmiecham się sam do siebie, bo to już tyle lat... 




Komentarze

INVADERS MUST DIE jest zajebiste. Bez kitu, im więcej słucham tym bardziej się przekonuję.
Jest tak zajebiste, że od rana słucham trzeci raz tego albumu.
Jak "always outnumbered never outgunned" nie trafiło do mnie właściwie wcale, tak IMD jest meeeega wypasione, kwintencja umiejętności Liama Howletta, bez kitu.
Serdeczne pozdro dla wariatów mających podobne zdanie do mojego!
pamiętam jak jeździłem na angielski do Jasienia do L.S. LINGUA,
pamiętam PROJECTy po każdym UNICIE podręczniku.
od zawsze byłem opierdalaczem i olewałem pisanie tych PROJECT-ów. Pewnego razu był temat, żeby przygotować coś o muzyce, my favourite pop star, czy coś w tym stylu.
Mój kolega z klasy- Michaś M., fan Madonny czytał BRAVO, POPcorn i inne kolorowe gazety traktujące o muzyce. Za każdym, gdy tylko pojawiło się coś o The Prodigy wycinał i dostarczał mi w klasie. Ja zajebiście wszystko powycinałem, przetłumaczyłem na angielski i wkleiłem na taką dużą kartkę. Wyszedł mi z tego taki PROJECT, że wszystkim w mojej grupie szczęki poopadały.
Do dzisiaj niektórzy pamiętają :)
Experience, to jest takie stare, a ja się cały trzęsę jak tego słucham :D

Popularne posty z tego bloga

[220] dostałem

wtz