[121] ale beka...

nie napisałem o ważnym wydarzeniu...
Byliśmy(z rodziną) na weselu. Za mąż wyszła moja, kilka lat starsza ode mnie ciotka Kasia :)
Był to dobry melanż, a nawet bardzo dobry. Dobrze, że były tam moje kilka lat młodsze ciocie, bo umarłbym z przepicia i z nudów. A tak, to podobało mi się, nawet bardzo. Było kilka toastów, za które nie wypada nie wypić, na przykład "zdrowie młodej pary!" :)
Pamiętam miałem lekki kryzys, coś po 22 wypita wódka zamulała w mojej głowie i myślałem, że zasnę..., ale goście wychodzili przed knajpę zajarać szluga, ja, że nie palę chodziłem z nimi, żeby się odmulić. Kilka razy jak się tak odmuliłem, to wytrzymałem do końca zabawy.
Było spoko. Bez kitu.
Potańczyłem trochę na parkiecie, a w przerwach pomiędzy kolejnymi toastami, w ogóle zmieniłem miejsce siedzące chyba z 4 razy, bo brakowało partnera do pogawędek, albo ten z którym dało się dyskutować był już "zmęczony" i szukać trzeba było kolejnego zawodnika :)
Swoją drogą okazało się, że mam niezły łeb do picia, bez kitu. Aż sam jestem zdziwiony.
Na zdjęciu stoję z panną młodą, już zakropiony :)))))))
Komentarze