[273] dostałem kosza
Dziś sobota, właściwie niedziela. ema
Wiem, miałem skończyć smęcić. Ale mam zajebiście smętne życie.
Kiedyś napisałem tu do takiej jednej, wiem, że dotarło do Niej, że to o Niej.
Dostałem kosza. Jakie to przykre... trochę już biegam za nią, ale jakoś nie dane mi to było. A taka ZAJEBISTA z niej maniura. Wyjątkowa. Jedyna w swoim rodzaju. Poważnie, drugiej takiej jak Ona nie ma na całym świecie. Za nią dałbym uciąć sobie rękę, czy nogę, ale ona nie bardzo mnie chce.
Moje położenie kojarzy mi się z Matem, wiesz tą sytuacją w szachach, gdy matowany gracz po prostu przegrywa. Ja przegrałem bitwę o najfajniejszą dziwuchę zewsząd. Przegrałem w przedbiegach. Ale mi żal. Pewnie zapomnę, choć bez pewności.
Za Nią oddałbym prawie wszystko.
Pewnie Ona już o mnie nie myśli, pewnie zapomniała. Pewnie nigdy nie z zachwytem, podziwem, jak ja o niej. Setki godzin przeznaczyłem już na to od sierpnia 2012, gdy było o Niej głośno. Coś mi się wydaje, że po prostu nieodpowiedni jestem dla Niej. Czegoś brak.
zaraz się zrzygam od tych smętów
Dobra, nie Ona, może będzie inna. Pożyjemy, zobaczymy. Bartek mi powiedział, żeby mieć wyjebane. Choć nie używam na codzień tego zwrotu, ale muszę. Inne słowa nie oddadzą właściwie. Muszę.
Żeby kolejnej lasce nie naprzykszać się. Ja już nie raz wkręcony w L.O.V.E., moje niektóre koleżanki wiedzą ocb. Niestety. Jak pojebaniec wygadywałem smęty o miłości, o porządaniu. Nie warto było. Najgorzej jest jak po pijaku wchodzę on-line. Piszę wtedy takie rzeczy, że do dzisiaj mi wstyd. Nie zawsze, ale bywa. Kilka razy już tak zrobiłem.
Czasami lepiej nie łączyć. A ja szukam dyskretnej koneksji z Tą moją niunią. Nic na siłę. Nie warto truć jej życia. Chyba?
Zapomnę.
Wiem, miałem skończyć smęcić. Ale mam zajebiście smętne życie.
Kiedyś napisałem tu do takiej jednej, wiem, że dotarło do Niej, że to o Niej.
Dostałem kosza. Jakie to przykre... trochę już biegam za nią, ale jakoś nie dane mi to było. A taka ZAJEBISTA z niej maniura. Wyjątkowa. Jedyna w swoim rodzaju. Poważnie, drugiej takiej jak Ona nie ma na całym świecie. Za nią dałbym uciąć sobie rękę, czy nogę, ale ona nie bardzo mnie chce.
Moje położenie kojarzy mi się z Matem, wiesz tą sytuacją w szachach, gdy matowany gracz po prostu przegrywa. Ja przegrałem bitwę o najfajniejszą dziwuchę zewsząd. Przegrałem w przedbiegach. Ale mi żal. Pewnie zapomnę, choć bez pewności.
Za Nią oddałbym prawie wszystko.
Pewnie Ona już o mnie nie myśli, pewnie zapomniała. Pewnie nigdy nie z zachwytem, podziwem, jak ja o niej. Setki godzin przeznaczyłem już na to od sierpnia 2012, gdy było o Niej głośno. Coś mi się wydaje, że po prostu nieodpowiedni jestem dla Niej. Czegoś brak.
zaraz się zrzygam od tych smętów
Dobra, nie Ona, może będzie inna. Pożyjemy, zobaczymy. Bartek mi powiedział, żeby mieć wyjebane. Choć nie używam na codzień tego zwrotu, ale muszę. Inne słowa nie oddadzą właściwie. Muszę.
Żeby kolejnej lasce nie naprzykszać się. Ja już nie raz wkręcony w L.O.V.E., moje niektóre koleżanki wiedzą ocb. Niestety. Jak pojebaniec wygadywałem smęty o miłości, o porządaniu. Nie warto było. Najgorzej jest jak po pijaku wchodzę on-line. Piszę wtedy takie rzeczy, że do dzisiaj mi wstyd. Nie zawsze, ale bywa. Kilka razy już tak zrobiłem.
Czasami lepiej nie łączyć. A ja szukam dyskretnej koneksji z Tą moją niunią. Nic na siłę. Nie warto truć jej życia. Chyba?
Zapomnę.
Komentarze